czwartek, 14 kwietnia 2016

O pewnej dziewczynce i jej podróży wokół Krainy Czarów na okręcie własnoręcznie wykonanym

Cudowna. Wspaniała. I mądra

Z jednej strony Kraina Czarów, a więc czary, magiczne postaci, kolory, zapachy, słowem - bajkowy klimat niepozbawiony oczywiście walki ze złem. Czyli, każde dziecko szkolne powinno polubić tę pozycję.

Po drugiej stronie jest przyjemny język, ciekawa historia, mądre rady i spostrzeżenia nt świata i dorosłych oraz wplatanie w bajkę troszeczkę nauki i mądrych słów ;) Czyli każdy dorosły również znajdzie coś dla siebie.

Książka ląduje u mnie w "ulubionych". Klimatem przypomina mi Piotrusia Pana, Alicję w Krainie Czarów i Miasto Śniących Książek, a więc same wspaniałe pozycje.

Polecam!


piątek, 1 kwietnia 2016

"Mroczna Wieża" Stephen King

Mroczna Wieża jest określana Magnum Opus przez samego Kinga. Porównują ją do Władcy Pierścieni.

Dlaczego?
Nie mam pojęcia

Nie będę streszczać fabuły, znajdziecie ją gdziekolwiek. Zostanę przy tym, że King napisał siedem tomów o podążaniu do tytułowej Mrocznej Wieży.
Teraz, jak to wygląda wg mnie:
Z siedmiu tomów, jakieś dwa to przedłużanie serii na siłę (w sumie, nie jakieś konkretne dwa tomy).
Cała fabuła i zakończenie jest ciekawe. Jednak (co rzadko mi się zdarza u Kinga) nie przywiązałam się do żadnego bohatera na tyle by czuć jakiś książkowy kac na koniec. Każdy z nich był jakiś..."za bardzo". Roland za bardzo Clint Eastwood, Eddie za bardzo luzak i śmieszek. Susannah za bardzo rozdwojona/roztrojona/rozczworzona (to też było okrutnie irytujące, no bo ile można?) i tak dalej.
Po przeczytaniu wszystkich siedmiu tomów mam nieodparte wrażenie, że King nie tyle inspirował się innymi dziełami, co wziął coś z każdego, wymieszał i podał jako swoją nowość.
Przykładem niech będą znicze z Harrego Pottera, miecze świetlne z Star Wars, postacie z Marvela, częste zapożyczenia motywów z Władcy Pierścieni. Ja wiem, że chodziło o to, że są różne światy i mają się przenikać. Do mnie to jednak nie przemawia.
To, co chcę powiedzieć od samego początku, to to że książka nie zachwyca. Często nudzi, często rozczarowuje (jak bitwa z Karmazynowym Królem na końcu - serio? Po prostu go wymazali gumką? Po kilku tomach obietnic jaki to on zły i jak będą walczyć...), często irytuje (jak opis samego Kinga jako prawie Boga - pretensjonalne jak...no nie wiem, coś pretensjonalnego. Albo jak wprowadzenie dopiero od siódmego tonu nowego języka i zwrotów).

Podsumowując, cykl nie jest tragiczny. Nie żałuję czasu spędzonego na czytaniu, chociażby dla ciekawego zakończenia czy dla rozpoznawania kolejnych postaci z poprzednich książek Kinga w fabule. Ale nie poleciłabym jej nikomu, chyba że kocha Kinga i chce znać coś co określił jako najlepszą jego powieść obok "Bastionu" (czytam go teraz).